Kobiety na wsi.pl

kobieta z kogutem

Na pograniczu historii

Bettina Harnischfeger urodziła się 10 sierpnia 1941 roku w klinice we Wrocławiu. Przez 3,5 roku mieszkała w Sułowie w Dolinie Baryczy.

Ojciec Bettiny był ostatnim niemieckim pastorem ewangelickim na tym terenie. Aktywnie przeciwstawiał się polityce Hitlera przez co kilkakrotnie spędził czas w więzieniu, często przeszukiwano ich dom rodzinny. Działał w antyhitlerowskiej organizacji Bekennde Kirche (ewangeliczny chrześcijański ruch opozycyjny wobec próby ujednolicenia doktryny i organizacji niemieckiego Kościoła Ewangelickiego). Brał udział w Pfarrer Notbund (Bunt Pastorów) - wspólnym proteście przeciwko rządowej dyskryminacji Żydów powołanym jako "system wzajemnej solidarności". Wokół Pfarrer Notbund skupieni byli pastorzy, którzy nie uznali paragrafu o Żydach - The Aryan Klauzula (tzw. Paragraf Aryjczyka) zakazującego Żydom wstępu do urzędów i do kościoła. Pastorzy stwierdzili, że paragraf ten jest przeciwko ewangelii.
W tych latach niemiecki Kościół się podzielił - część stanęła po stronie Hitlera, część przeciwko niemu.

W 1944 roku umarł ojciec Bettiny. Na wieść o jego śmierci mszę żałobną odprawił zaprzyjaźniony ksiądz katolicki. Ta msza była wyjątkowym wydarzeniem, gdyż w owych czasach w Kościele nie wzywano jeszcze do ekumenizmu.

W dniu 20 stycznia 1945 roku, po II wojnie światowej, wszyscy Niemcy z terenu Doliny Baryczy zostali zmuszeni do opuszczenia swoich domów i wyjazdu w głąb Niemiec.

Pomimo młodego wieku Bettina bardzo dobrze pamięta to wydarzenie. Mówi: „My, Polacy i Niemcy, nasze narody mają ten sam los".
Bettina z matką i trójką rodzeństwa przeniosła się na północ Niemiec, potem do Nadrenii. Często zmieniali miejsce zamieszkania.

BettinaDziałalność opozycyjna ojca oraz przesiedlenie wywarły ogromny wpływ na późniejsze decyzje i aktywność społeczną Bettiny w jej dorosłym życiu. Przewodnią myślą stało się przekonanie, że wszystkie rzeczy, sytuacje zależą od ludzi. „To nie przywódcy, dyktatorzy, tacy jak Stalin czy Hitler decydują o tym kim się stajemy. My, ludzie musimy się zorganizować, sami zmieniać rzeczywistość wokół siebie".
Często ludzie widzą świat czarno-białym, ona chce pokazać, że świat nie jest tylko taki, że wiele czynników wpływa na to co się dzieje.

W latach 1970-1990 Bettina była aktywistką - działała w różnych ruchach ekologicznych, kobiecych, pokojowych. W Niemczech powstawały wtedy niezależne „Bürgerinitiativen"- inicjatywy obywatelskie głównie skupione wokół konkretnego tematu. Dla przykładu, gdy w okolicy miały powstać elektrownie atomowe lub amerykańskie bazy wojskowe informowali o tym społeczność lokalną. „Bürgerinitiativen" zajmowały się też pojedynczymi osobami potrzebującymi pomocy (np. kobiecie maltretowanej przez męża). Inicjatywy społeczne wynikały z dużej odpowiedzialności i wrażliwości na losy ludzi, przyrody, otoczenia. Były początkiem budowania społeczeństwa obywatelskiego, opartego na wiedzy, świadomego tego co dzieje się wokół i przeciwstawiającego się wszelkiej niesprawiedliwości i krzywdzie.

Bettina wraz z mężem Hansem prowadziła w Niemczech sklep ekologiczny o pięknej nazwie Lebenslust  (czyli: "radość życia", "rozkosz życia"). Można w nim było kupić nie tylko zdrowe produkty spożywcze, ale i zaopatrzyć się w środki do czyszczenia, prania, artykuły recykling (m.in. papier), ekologiczne kosmetyki itp. Lebenslust był też księgarnią oraz miejscem spotkań i wymiany informacji o różnych działaniach i inicjatywach społecznych.

Powrót

Do Sułowa, miejsca gdzie spędziła pierwsze lata swojego życia zaczęła przyjeżdżać z Hansem od 1979 r. Od razu im się tu spodobało. Zakochali się w Dolinie Baryczy. Jak sama mówi, mieli dużo szczęścia - poznali dyrektora szkoły w Sułowie oraz całą jego rodzinę - nawiązali żywy kontakt. Odwiedzali się wzajemnie 2-3 razy w roku.
Bettinie i Hansowi bliska i znana była historia Polski. Bywali w Polsce również w stanie wojennym.
W latach 90-tych zaczęli mieć trudności ze swoim sklepem ekologicznym w Niemczech. Również ze względu na zły stan zdrowia Bettiny musieli coś zmienić w dotychczasowym życiu. Spontanicznie znaleźli gospodarstwo w Praczach, wiosce położonej niedaleko Sułowa. Postanowili tu zamieszkać.
Przeprowadzili się w 1996 r. Już nie byli obcy w terenie. Mieli wieloletnich znajomych w Sułowie szanowanych w okolicy. Mieszkańcy wsi wiedzieli, że polska rodzina ma kontakt z Bettiną i Hansem więc łatwo przyjęli Niemców w swojej wsi. Bettina szybko nawiązała bliższe znajomości - lubi kontakt z ludźmi, jest ciekawa jak ludzie żyją - to otwiera jej drzwi i serca. Ma córki, wnuki - mnóstwo wspólnych tematów, głównie z kobietami.

Gospodarstwo było bardzo zaniedbane. Jednak Bettina i Hans zawsze lubili nowe wyzwania, dużo pracy: „Na początku, gdy zaczyna się coś nowego, człowiek ma dużo siły by to realizować". Zaczęli od remontu domu mieszkalnego. Powoli, sukcesywnie ich nowe miejsce na ziemi zaczęło pięknieć.

„Żabi Róg"

Widok na gospodarstwoStodoła to miejsce działalności artystycznej. Nazwali ją „Żabi Róg".
Gdy Bettina pierwszy raz zobaczyła stodołę powiedziała do męża, że tu musi być dobra akustyka, „tu musi być muzyka". I tak się stało.
Bettina od lat grała na skrzypcach w orkiestrze kameralnej. W Niemczech każda miejscowość ma swój amatorski zespół. Rok temu zaprosiła dawnych znajomych z zespołu. Spotkali się w Praczach i zagrali razem koncert w Stodole.
W „Żabim Rogu" odbywają się też inne występy. Kilkakrotnie przyjechał tu chór chłopięcy. Dziewczyny ze wsi się cieszą, chętnie poznają niemieckich nastolatków, nawiązują znajomości, zakochują się.
Pod sceną w stodole znajduje się małe pomieszczenie - muzeum ze starymi przedmiotami, dokumentami z tych terenów, stale uzupełniane przez Bettinę.

W naturalny sposób „Żabi Róg" stał się miejscem spotkań kulturalnych, polsko-niemieckich. Okazuje się, że pomimo różnic kulturowych, odmiennego języka, religii wiele rzeczy może łączyć, szczególnie dzieje się tak na pograniczu sztuki.

Akademia Pana Kleksa

Wraz z mężem Hansem Bettina prowadziła w Praczach kursy j. niemieckiego dla dzieci i młodzieży. Mąż uczył też dzieci ze wsi j. angielskiego. W ramach nauki języka wszystko robili razem, wspólnie się bawili rozmawiając tylko po niemiecku. Dzieci bardzo lubiły Hansa. Nazwały go Panem Kleksem (miał długą brodę), a wspólne zajęcia Akademią Pana Kleksa.
Odkąd została wdową, Bettina nie ma już tyle czasu ani siły. Ciągle jednak jeszcze organizuje różne zajęcia dla dzieci, majsterkuje z nimi.

Most historii

Kilka lat temu Bettina zorganizowała w „Żabim Rogu" wystawę dawnych fotografii mieszkańców wsi. Wszyscy zaangażowali się w ten projekt i dzięki temu zebrała niezłą kolekcję zdjęć. Umieściła je w starych ramach okiennych. Na jednym ze zdjęć jest jej ojciec - pastor ewangelicki. Przechodzi przez bramę. Ludzie rozpoznają „swoją" bramę we wsi i mówią: „to u nas". Pytają kim jest ten obcy mężczyzna dziwnie ubrany (w strój pastorski). Bettina odpowiada, że to jej ojciec, że kiedyś to była również jego wieś.
Poprzez tą wystawę Bettina chciała pokazać, że Polacy też mają na tym terenie swoją, już sześćdziesięcioletnią historię. Stara się pomagać mieszkańcom wsi w kształtowaniu ich tożsamości kulturowej i narodowej. Jej wielkim pragnieniem jest wiązać niemiecką i polską historię. Owa brama i przechodzenie przez nią niemieckiego pastora jest dla niej symbolicznym mostem historii łączącym oba narody i religie na tych ziemiach.
Wystawa wisi do dnia dzisiejszego, by stale o tym przypominać.

Kameralny koncert u Bettiny

Kobiety

Chciałaby pracować z kobietami, ale na polskiej wsi jest to trudne. Kobiety są mocno przywiązane do swojej roli gospodyń domowych jaką wyznaczają im normy społeczne.
Bettina nigdy nie ciągnie kogoś, czeka na okazję, propozycję od ludzi - jak jest potrzeba - pomaga, wspiera, współdziała.
W 2008 r. została zaproszona na wigilię zorganizowaną przez Uniwersytet 3-go Wieku w Miliczu. Kobiety zachęcały ja do włączenia się do ich grupy. Podczas rozmowy okazało się, że nie mają nikogo od śpiewu - zaproponowała siebie jako prowadzącą. Są po kilku zajęciach. Uczą się bardzo prostych rzeczy - chodzi bardziej o możliwość, pretekst do spotkania, wyrwania się z domu, wygospodarowanie czasu wyłącznie dla siebie. I dobrą zabawę.
Bettina bierze udział w dożynkach przygotowując część artystyczną wraz z dziećmi i innymi kobietami.
Sołtyska z pobliskiej wsi Kolęda zaprosiła Bettinę do wspólnego śpiewania kolęd - dzieci śpiewały, Bettina grała na skrzypcach.

Agroturystyka

W gospodarstwie jest 15 miejsc noclegowych, w tym 4 słynne już w okolicy - tzw. „spanie na sianie" - łóżka z sianem zamiast materaca - z oknem z widokiem na gwiazdy i księżyc.
Bettina ma mnóstwo kotów, 4 kozy i konia. Z koziego mleka robi sery dla siebie i gości. Sama miele mąkę orkiszową i piecze z niej m.in. razowe ciasta drożdżowe.
Mówi o sobie: „Nie jestem bogata, ale niezależna". Ma komfort - robi to co do niej przychodzi, co chce, co ma dla niej sens, nie dla pieniędzy. Ma emeryturę po mężu i oszczędności. Chętnie zaprasza gości, ale nie utrzymuje się głównie z turystów, dlatego ciągle sprawiają jej przyjemność spotkania z ludźmi. Widać, że jest szczęśliwą i zrealizowaną kobietą.

Wieś

Bettina uważa, że wieś ma dużo tolerancji dla niej i jej zwyczajów.
Gdy 11 czerwca 2007 nagle umarł jej mąż Hans, sąsiedzi bardzo jej pomagali. Bettina odprawiła Hansowi pogrzeb w jego stylu. Tak, jak według niej, on by chciał żeby było w tym dniu.
Nabożeństwo pogrzebowe zostało odprawione w Stodole. Prowadzili je wspólnie: dobry przyjaciel, ksiądz katolicki z Gądkowic, pastor ewangelicki z Sycowa, oraz znajoma pastorka z Niemiec.
Wnuk zagrał na wiolonczeli.
Hans bardzo lubił wszystko co naturalne. Mieszkańcy nazbierali mnóstwo bławatków - bardzo je lubił. Ustroili nimi całą stodołę.
Hans bardzo lubił chodzić - na cmentarz do pobliskiego Postolina przeszli z trumną na piechotę.
Ludzie to wszystko tolerowali. Mówili: „Pan Hans, Pan Kleks był specjalnym człowiekiem i ma specjalny pogrzeb".
Dla Bettiny było to bardzo wzruszające. „To był znak, że tutaj jestem w domu". Pytali czy teraz wróci do Niemiec, do domu. Odpowiadała: „Tu jest mój dom. Jestem tutaj i będę tutaj. Tu jest też Hans. Razem tworzyliśmy to miejsce". W domu i całym gospodarstwie czuć ciągle obecność Pana Kleksa. Bettina mówiąc o gospodarstwie i działalności w nim ciągle używa formy „my".

Tu do niej przyjeżdża rodzina - mogą się spotkać, być ze sobą, w pełni, na wakacjach, cały czas poświęcając sobie. Tu jest jej dom.
Wszystko co robi uważa za naturalne, wynikające z potrzeby ludzi, z którymi współpracuje, nie dokłada do tego ideologii, nie rozdmuchuje. Ma olbrzymi potencjał i mnóstwo pomysłów, których nie jest w stanie zrealizować w całości ze względu na brak czasu.

Powoli zaczyna nawiązywać głębokie relacje w Polsce, ma tu już dobrych, bliskich przyjaciół, na których może liczyć, z którymi może porozmawiać o tym co jest dla niej najważniejsze.

 

 

 

Tekst: Danka Nowak