Może ktoś chce być wysłuchany?
Kasia mieszka z małymi dziećmi na wsi. Na wsi w otoczeniu najstarszego lasu Europy - Puszczy Białowieskiej. Pochodzi z Warszawy. Dzieciństwo spędziła w osiedlu z wielkiej płyty, gdzie nie było bliskich więzi między mieszkańcami. W jakimś momencie związała się ze środowiskiem jeździeckim i wtedy zaczęły się jej wyjazdy na wieś, do Puszczy Knyszyńskiej.
Tam właśnie miała pierwsze doświadczenie wiejskości: mieszkanie w chacie, praca w polu, kontakty z miejscową ludnością. Kiedy poznała Pawła, syna drugiej żony Jacka Kuronia i zamieszkała na Żoliborzu weszła w środowisko Jacka i zaczęły się dla niej pomysły pracy z młodzieżą.
Żeby zacząć pracę z młodymi ludźmi potrzeba miejsca. Jeździła wówczas po Podlasiu szukając leśniczówki, w której mogłaby wraz z mężem Pawłem organizować warsztaty. Los ich sprowadził do Teremisek, gdzie mieszkał znany dziennikarz Adam Wajrak i on zaproponował, że kupi dla tych celów opuszczoną szkołę, sąsiadującą z jego domem.
W ten sposób
w roku 2002 Kasia trafiła do Teremisek. Od razu przekonała się, że
znalazła się nie tylko w niewielkiej wsi, ale także wśród
innej, nieznanej wcześniej kultury ruskiej. Razem z Pawłem prowadzą
tutaj projekt nazwany „Uniwersytet Powszechny im. Jana Józefa
Lipskiego" i ta okoliczność kulturowa skierowała ich ku
zainteresowaniu się korzeniami, historią miejsca.
Ten nurt coraz
mocniej rysuje się w zajęciach i projektach realizowanych w
Uniwersytecie.
Kasia wspomina, że początkowo zajmowali się miejscowymi dziećmi. Lubiła odwiedzać ludzi. Młodzieży, jak na każdej wsi, jest tu niewiele. Dzisiaj spotyka się z ludźmi najstarszymi. Od czasu kiedy chodziła po wsi w ciąży z Szymkiem, zawiązał się bliski kontakt ze starszymi paniami, sąsiadkami. Niedawno urodziła córeczkę Hanię i jest to dwoje najmłodszych dzieci w całej wsi.
Emocjonalny związek z
mieszkańcami pozwolił na to, że zaczęli się otwierać, opowiadać
o sobie, dzielić swoimi uczuciami. Kasia angażuje się między
innymi w teatralne wydarzenia, z których ostatnie to opowieści
teremiszczańskie - spektakl przygotowany przez „załogę"
Uniwersytetu w oparciu o autentyczne opowieści mieszkańców.
Widzami też są ludzie mieszkający po sąsiedzku.
Kiedyś, pisząc o niej artykuł do białoruskiego miesięcznika „Czasopis" usłyszałem od Kasi taką motywację: „Kiedy widzę, jak tyle rzeczy odchodzi - śpiewy, wsie, zwyczaje - to pamięć o tym staje się bardzo ważna. Pieśń i opowieść są takimi formami, które tę pamięć przechowują". Po chwili dodała jeszcze: „Może dla kogoś ważne jest, że ktoś inny chce go wysłuchać, że jest komuś potrzebny?".
Pod redakcją Kasi ukazała się niedawno piękna książka, wydana przez Teremiszczańską Oficynę Wydawniczą, z której mieszkańcy Teremisek są bardzo dumni. Bo to jest książka o nich, złożona z ich opowieści, z zebranymi starymi fotografiami, z krajobrazami i zapisem spektaklu.
Pytam Kasię, co
zmieniło się w jej życiu po wyjeździe z Warszawy, a ona
odpowiada, że bardzo dużo - zarówno w związku z miejscem
zamieszkania, jak i w związku z zajęciami.
Mieszkając w
Warszawie była wolnym ptakiem, najpierw jako studentka, potem trochę
pracowała w Zamku Ujazdowskim a potem, nagle, Teremiski i trzeba
było zacząć robić coś całą sobą, naprawdę się zaangażować.
Kasia postrzega tę zmianę pozytywnie: jest blisko innych ludzi,
wszyscy o sobie prawie wszystko wiedzą, jest jakaś wzajemna troska
o siebie, a życie jest przy tym dużo wolniejsze niż w mieście.
Kiedy teraz przyjeżdża do miasta jest jej ciężko z tym, że
ludzie pędzą, nie patrzą na siebie, że wszyscy są anonimowi. W
jej wsi jest tylko jeden sklep i otwarty tylko przez kilka godzin -
ale nie odbiera tego jako coś złego. Jeżeli już, to odczuwa
pewien żal za ofertą kulturalną miasta.
Oczywiście, rozluźniły
się dawne, miejskie więzi przyjaźni, ale także tam, między
mieszkańcami miasta one uległy rozluźnieniu. Bo z upływem czasu
jesteśmy w innych miejscach.
Kiedy pytam Kasię o jej wieś, czy faktycznie jest jeszcze wsią, chwilę milczy, po czym mówi, że trudno odpowiedzieć na pytanie, bo wieś odchodzi wraz z najstarszymi gospodarzami. W całej wsi jest już tylko jedna krowa. Wieś się kończy, młode dziewczyny wszystkie wyjechały, jeśli wrócą to żeby prowadzić agroturystykę. Chłopcy pracują w tartakach.
Kasia chce jednak zachować życie wsi, także tej w fazie zasadniczych zmian. Uchronić przed zapomnieniem tradycję, nie chce, żeby wieś zamieniła się w domy letników. Mam wrażenie, że nie chciałaby wrócić, że w Teremiskach, na końcu świata, jest już u siebie, a to wielkie szczęście być „u siebie".
Tekst: Andrzej Janusz Korbel











