Kobiety na wsi.pl

kobieta z kogutem

Michalina Kurowska

1895 - 1983

Urodziła się 22 września 1895 roku w Żółkowie, gmina Jasło. Od najmłodszych lat pisała wiersze, kochała wieś i pracę na roli. "Pisanie jest moim najmilszym zajęciem w wolnych chwilach po pracy przy gospodarstwie, ale niestety ukończyłam tylko cztery klasy szkoły powszechnej w Jaśle w 1906 roku podczas zaboru austriackiego” (M. Kurowska - Moje zapiski - Żółków - 1931 rok).

"Kocham ja wszystko, co swojskie"

Michalina KurowskaW prowadzonych przez „młodą poetkę" zapiskach zeszytowych w roku 1908, trzynastoletnia Michalina napisała takie słowa: „Trzeba kochać, to co polskie, to co nasze, to co swojskie. O, bo drogie jest i święte, to co z Dziadów naszych wzięte. Krwią i znojem Ojców żyzne. Trzeba kochać swą ojczyznę...".

W utworach autorki z okresu I wojny światowej uwidoczniony jest ból, tęsknota i ciężka dola młodej kobiety - matki borykającej się z problemami dnia codziennego.
Nastał rok 1914, wybuchła wojna, nastały ciężkie czasy, na wojnę poszedł mój razem z innym ziemianem, by wywalczyć wolność swej Ojczystej ziemi. Zginęło wielu, on wrócił po latach szczęśliwy na swoje zagony... Sprzedał kawałek mojej ojcowizny, z banku wziął pożyczkę, ciężką pracą wnet doszedł do celu i młyn zboże miele. Czemu Żydzi w mieście dziwują się wiele... Bo to czas kiedy handel i przemysł był w rękach żydowskich... "

Polska kobieta

Autorka zapisała pod datą 3 grudnia 1932 roku w kronice KGW „Już za czasów sanacyjnych społeczeństwo i władze nasze doszły do wniosku, że dobrobyt państwa i życie ludzi pod względem gospodarczo - kulturalnym i społecznym zależy od współpracy kobiet, zwłaszcza zrzeszonych w różne organizacje. To też zaczęto je tworzyć. Jedną z tych była właśnie organizacja Kół Gospodyń Wiejskich przy Kółku Rolniczym mająca na celu uświadomienie ludności w środowisku wiejskim potrzebę podniesienia dobrobytu i rozwoju gospodarstw we wsi. Kiedy od władzy powiatowej otrzymałam polecenie, aby takowe tworzyć nie zwlekałam z wykonaniem. W dniu 3 grudnia 1932 roku w Żółkowie zwołałam zebranie wiejskie, zaprosiłam kobiety, które licznie przybyły. Kobietom z Żółkowa leżała również na sercu sprawa podniesienia swych gospodarstw i nauczenia się czegoś nowego. Liczba członkiń początkowo wynosiła 14 kobiet... Nie mając finansów, podręczników, czasopism członkinie same własnymi siłami starały się zdobyć jakieś fundusze, aby Koło mogło przetrwać... Nawiasowo wspomnieć należy, że Dom Ludowy wybudował własnym kosztem Franciszek Frączek - właściciel młyna i tartaku w Żółkowie i oddał do użytku 15 lipca 1931 roku. Tu właśnie członkinie KGW włożyły wiele swojej ofiarnej pracy. Za uzyskane fundusze z zabaw, przedstawień ludowego zespołu teatralnego zakupiły najpotrzebniejsze przedmioty jak stoły, ławki, krzesła, naczynia (...) W 1934 i 1935 roku członkinie KGW wzięły czynny udział w powiatowym zjeździe Kółek Rolniczych i Kół Gospodyń Wiejskich. Liczba członkiń wzrosła do 50 kobiet.

Powiatowy zjazd Kółek Rolniczych i KGW, Jasło 1934 rok

Polska kobieta,wiejska czy miastowa,
do poświęcenia, do pracy gotowa,
ni odrobiny czasu nie marnuje,
lecz wraz z innymi Ojczyznę buduje!
Pomna na lata udręki, niewoli,
wie Matka Polka, jak to serce boli,
gdy giną syny, bracia i ojce
bo straszne wojny przeżyły ogrójce.
Kiedy opuścić przyszło
zagon żyzny, tę wypieszczoną cząstkę ojcowizny
co od zarania życia ukochała
i potem, znojem ciągle użyźniała
Oczy swe tęskne w tę zwracała stronę,
gdzie jej rodzinna pozostała chata.

Pokoju pragnę

Druga wojna odbiła piętno na Jej twórczości. Zaangażowana z mężem i synem w walkę o wolność ojczyzny, ponosiła skutki biedy i tułaczej niedoli. Pomagała zbiegłym więźniom z obozu politycznego w Jaśle, ukrywając, żywiąc i zacierając ślady ucieczki.
Pewnego razu, a nocą to było, więzienie w Jaśle choć silnie strzeżone przez partyzantów było otworzone, gdzie polityczni więźniowie byli. Zbici okrutnie, że ich wywiozą na miejsce stracenia, minuty liczyli. Więc kiedy zgrzyty zamków usłyszeli truchleli oni, bo bliską śmierć swoją widzieli. Lecz cóż to? Wpadają Niemcy lecz Polska ich mowa, o pośpiech jeńców do ucieczki proszą, którzy są słabi do auta wynoszą wywożą wszystkich w bezpieczne schronienie. Między gestapowcami wielkie poruszenie... Partyzant groźny wszędzie się już wkrada".

Dożynki 1939 rok, Kurowska i KGWPod wpływem tragicznych przeżyć powstały najpiękniejsze utwory mówiące o umiłowaniu ojczyzny. „W dniu 1 września 1939 roku barbarzyńskie wojska hitlerowskie zajęły naszą ziemię ojczystą, a tym samym i nasz region jasielski. Weszliśmy więc wszyscy w ustrój okupacyjny, to też wszelkie zamierzone prace zamarły. Koło pozostało nieczynne do roku 1941, w którym to władze niemieckie wezwały wszystkie organizacje rolnicze do pracy.
Kurowska karmi kuryZakładałyśmy ogródki warzywne, poletka doświadczalne, pryzmy kompostowe, konkursy hodowlane, z których najwięcej korzystali Niemcy... rok dźwigałyśmy jarzmo okupacyjnego wyzysku z konieczności godząc się na odbieranie nam naszych płodów. Koniec był niezapomniany, wysiedlenie za pomoc partyzantom i uciekinierom z więzienia okupacyjnego w Jaśle. Zostawiłyśmy wszystko, a wyszły ze łzami i łkaniem w nieznane poganiane przez gestapowców. Osiedlono nas w powiecie Gorlickim w Bieczu i jego okolicach. Skąd to patrzyłyśmy na łuny i dymy palącego się miasta i wsi. Wojsko polskie i Armia Radziecka 15 stycznia 1945 roku wraz z naszymi oddziałami partyzanckimi przyniosły nam upragnioną wolność... Pomaszerowali, a drogi i pola zasłane trupami - straszny to był widok. Daj nam Boże miły by się te czasy nie powtórzyły. Do swojej wioski wrócilim zdrożeni, ale szczęśliwi, że na swym zagonie na rodzinnej ziemi."
(Kronika KGW).

Poetka zaangażowana była również w tajne nauczanie podczas II wojny światowej. Mimo, że nie była wykształcona sama czytała bardzo dużo, organizując spotkania czytelnicze dla mieszkańców wsi. Jej wiersze świadczą o oczytaniu - satyry chłoszczą grzechy współczesności, ukazują miłość i oddanie sprawom ojczyzny. W utworach poetki nie ma krytyki, tych którzy błądzą, krzywdzą, raczej troska i poświęcenie dla innych oraz pragnienie życia w wolnej ojczyźnie.

"Zwyczaju nasz Polski, zwyczaju kochany"

Wiele wierszy, opowiadań i inscenizacji ludowych, które wystawiane były podczas spotkań w kole gospodyń, autorka opracowała wspólnie z wieloletnią przyjaciółką Eleonorą Dąbrowską.

Kurowska z przyjaciółką Eleonorą Dąbrowską

Przez pół wieku pisała dla KGW kronikę z Heleną Frączek - zapisując nie tylko działania społeczne KGW, ale przede wszystkim obrzędy i tradycje ludowe związane z regionem. Z jej rękopisów dowiadujemy się o przyśpiewkach weselnych, piosenkach śpiewanych przy darciu pierza, kiszeniu kapusty, śmieciach, lanym poniedziałku, obrzędach Nocy Świętojańskiej, swatach i dożynkach.

Stary zwyczaj o Wigilii św. Mikołaja ludowa poetka z Żółkowa opisała w 1938 roku zaznaczając w tekście, że „..daje dzieciom dużo radości."
„Chodzi Mikołaj św. po świecie, chodzi po ziemi z Anioły swymi, chociaż staruszek nóg nie żałuje, gdzie grzeczne dzieci wszędzie wstępuje. Ho, ho, ho. Hej, hola
dzwonek woła, wchodzi Stróż Anioł mówiąc siostry grudnia, dobrzy ludzie, otwierajcie drzwi swoje, Stróż Anioł jestem co przy dziateczkach waszych stoję, wieczór grudniowy z anioły swymi, ja Anioł Boży lecę ku ziemi. Mateczki lube toć się szykujcie i dziateczki śpiące, co rychlej zbudźcie. Gość do was idzie zacny i miły, z radością, każdy dziś go przyjmie. Święty Mikołaj z niebieskiego raju, raczy wstąpić do tej chatki, gdzie czekają go dziatki. Idę, ja idę, wielce strudzony za śnieżnych chmur do was dziateczki, idę z darami. Staruszek święty jest pobłażliwy, wszak każdy młody bywa psotliwy. Mikołaj pytając pacierza, kazuje się żegnać, później bierze podarek z koszyka daje dzieciom, rozmawia z nimi, jednak chwilami, przykazuje się poprawić. Następnie wskazuje w stronę okna i mówi: księżyc drogę na obłoki znaczy smugą jasną, czas nam wracać aniołowie nim gwiazdki zgasną. Chodźmy, chodźmy, bo już czas, jeszcze dużo dzieci czeka nas".

Żniwa

Zalśniły kosy, wśród rannej rosy na czoło kosiarza wstępuje znój. Snop za snopem żniwiarka wiąże ochotnie i szepcze cicho, szepcze w pokorze, wspomóż mnie Boże. Żniwa skończone zboże w stodole, znów wieśniak czarną rozorał rolę. Przy pierwszej skibie szepcze w pokorze wspomóż mnie Boże" (1947r).

Kurowska z przyjaciółmi przy żniwach 1948 rok

Wniebowzięcie

Zwyczaje stare u nas zachowane pomiędzy ludem pilnie przestrzegane. Miłość ogromna dla swojego kraju tkwi w sercu, mowie, obyczaju. Bo matka Polka strzeże ojców wiary miły zawsze dla niej zwyczaj stary, który w testamencie dzieciom przekazuje. To piękno polskie jakby kwiat wonny na ziemi wyrosło z dziadów pradziadów w Polskę poszło. Nikt już nie wydrze, nikt nie wykosi, kto tylko prawym Polakiem się mieni, to mu najmilsze co nasze... Piętnasty sierpnia 1946 roku to Matki Bożej głosi Niebowzięcie. Doroczny odpust w kościele u Fary. W polu już zboża ukończone, zżęte. W wigilię święta Basia i Marysia za ziołami leci, a gospodynie ciasto mieszą w dzieży wszak już z nowego kołacz będzie ziarna. Matka dla wszystkich szuka odświętnej odzieży, zioła zebrane kontroluje czy też może czego nie brakuje. Chociaż jest dziurawiec, melisa, bylica, mięta, dziewanna, nagietek, piołun i innych także ziół bez liku, płody i żółte słoneczniki z ogródka, trochę kwiatów dla ozdoby, jeszcze przypomniałam sobie o jabłuszku i gruszce z sadu. To razem w jeden wiązek składam... ojciec konika czyści i wózek do drogi szykuje. By swej Królowej hołd złożyć dziękczynny u stóp jej święcąc płody swojej ziemi".

Kurowska, rok 1980Autorka napisała również inscenizacje związane z weselem i oczepinami. Przez okres 25 lat była filarem ludowego zespołu folklorystycznego, który działał w Żółkowie. To właśnie dzięki temu zespołowi wieś i gmina zyskały rozgłos w regionie jasielskim.

Rodzina wieś

Coś by napisać lecz brak mi tematu, jakoś nie wchodzi do głowy, gdy się rozejżę i pomyślę troszkę, przyjdzie natchnienie. Już pisać zaczynam, chociaż nie od razu, jednak przy końcu opiszę mą rodzinną wieś...".
Po takim wstępie w zeszycie „Moje zapiski" w 1952 roku zapisany został wiersz:

Moja wieś"

Jedni chwalą miasta,
drudzy obce kraje,
mnie się wioska moja
Najpiękniejszą zdaje.
Skoro tylko okiem
Rzucę na południe,
zaraz się Karpaty
uśmiechają cudnie.
A kiedy Wisłoka
srebrną wstęgą płynie,
To mnie rozczulenie
za serduszko ściśnie.
Gdy się ze snu zbudzę,
Witam ją co rana,
Bo to moja wioska,
rodzinna, kochana.
Tum się urodziła,
tum się wychowała,
tu mnie moja Matuś
do snu kołysała.
I uczyła kochać
Boga i ojczyznę,
uczyła uprawiać
te zagony żyzne.
Pomnę na Jej słowa,
w pracy się nie lenię,
kocham wioskę swoją
i po ojcach ziemię.

 

Maria Kurowska zmarła 5 lipca 1983 roku. Jej twórczość została opracowana przez pracowników Gminnej Biblioteki Publicznej w Jaśle z siedzibą w Szebniach w tomiku poezji pt. "Kocham ja wszystko, co swojskie".

Tekst: Stanisława Ablewicz