Kobiety na wsi.pl

kobieta z kogutem

Basia, której życie jest muzyką

Barbara Kuzub-Samosiuk mówi o sobie, że jest ze wsi. Jej rodzice są ze wsi – mama z kolonii Stołbce, a tata z Berezyszcz. Basia mieszka w Czeremsze, niewielkiej osadzie leżącej na obrzeżach Puszczy Białowieskiej, niedaleko przejścia granicznego na Białoruś w Połowcach.

Pamiętam Basię z nieodłącznym akordeonem i z szydełkowym nakryciem głowy. I to niekoniecznie ze sceny, bo także ze spotkań towarzyskich, dlatego, że dzielenie się muzyką jest dla niej najważniejsze. Kiedy pytam ją o wieś, mówi, że tutaj jest łatwiej robić to, co się lubi, ale dodaje: wieś to też kołtuństwo, obgadywanie i nieakceptowanie tego, co nowe.

CzeremszynaKiedyś Czeremcha była dużą stacją kolejową i wokół tej stacji rozrosła się osada. Jako "punkówa" Basia jeździła wówczas do Jarocina na festiwale i od zawsze była zafascynowana muzyką.

Później, w czasie studiów w Lublinie, poznała Orkiestrę Świętego Mikołaja i zdała sobie sprawę, że w jej okolicy ciągle żywe są piosenki w lokalnej gwarze, trochę ukraińskiej, trochę białoruskiej, a często po prostu „tutejszej".

15 lat temu Basia z grupą przyjaciół założyła zespół o nazwie "Czeremszyna". Zespół szybko zdobył popularność w okolicy, a jego honorowym członkiem został... Jacek Kuroń, zakochany w piosenkach śpiewanych i granych przez Czeremszynę.
Jednak z grania i śpiewania trudno się utrzymać. Na co dzień Basia prowadzi gminny ośrodek kultury w Czeremsze, uczy muzyki, pisze projekty na różne spotkania, warsztaty, wydawnictwa.
Jak sama mówi: „miałam ogromne szczęście, że trafiłam na Mirka, dla którego granie i śpiewanie jest tak samo ważne jak dla mnie". Założyli Stowarzyszenie Miłośników Kultury Ludowej w Czeremsze i od 13 lat organizują międzynarodowe festiwale pod nazwą „Z wiejskiego podwórza".

Na festiwale zjeżdżają się setki osób, by posłuchać wykonawców z całego świata, z dala od wielkich imprez, w niepowtarzalnej atmosferze prowincjonalnego i wielokulturowego Podlasia. W małej, podlaskiej Czeremsze występują artyści z Ukrainy, Białorusi, Francji, Łotwy, Słowacji, Rosji, Anglii i innych krajów, często z najwyższej półki, a wokół sceny wyrasta wioska festiwalowa.

Wiesz - mówi Basia - nie jesteśmy zespołem, który po prostu spotyka się na próbie, potem jedzie na koncert, a potem wraca do innych spraw. Całe nasze życie jest związane z muzyką. Ale mieszkanie i praca na wsi to wyzwanie, bo często mimo krytyki trzeba robić swoje.

Basia nie potrafi porównać pracy na wsi z pracą w mieście, bo tej drugiej nie zna, jest jednak pewna, że np. dzieci na wsi są bardziej otwarte. Te dzieci uczą się u Basi muzyki, rękodzieła, plastyki, wymierających już zawodów takich jak tkactwo, wyplatanie ze słomy koszyków, nazywanych tutaj „karobki".

Basia odwiedzała w ciągu lat okoliczne wioski nagrywając żyjące tam jeszcze starsze panie, które pamiętają i potrafią śpiewać piosenki swoich rodziców i babć. Kiedyś podarowała mi kilka kaset z nagraniami z okolicznych wiosek. Dzisiaj słucham najnowszej płyty „Czeremszyny" i słyszę piosenkę „Woły", którą kilka lat temu wykonywały - trochę inaczej, bardziej tradycyjnie - babcie z Dobrowody.

BasiaBasia lubi mówić, że coroczne spotkania ze sztuką ludową, które organizuje, podobnie zresztą jak i działalność zespołu, mają na celu uczenie tolerancji, bo życie na pograniczu kultur daje nie tylko bogactwo form, ale i sposobność uczenia się poszanowania tej różnorodności.

Historia Basi to historia tęsknoty za słowiańską muzyczną duszą. Ten wątek przewija się i w rozmowach i w wypowiedziach ludzi, z którymi pracuje. Bo tutaj wszyscy kochają robić to, co osobiste, a osobiste są i regionalne potrawy i język, i melodie.

Basia to przede wszystkim „Czeremszyna", czyli także dzielenie się z innymi tym, co się kocha i co daje tyle radości. Chyba w Warszawie byłoby to niemożliwe, mówi Basia, w każdym razie nie w ten sposób jak tutaj, na wsi.
- No, ale przecież tutaj ludzie nie chcą chodzić w łapciach - zagaduję Basię, a ona na to odpowiada: a co złego jest w łapciach? W Krakowie cudzoziemcy płacą duże pieniądze za kierpce! Trzeba robić swoje i nie przejmować się krytyką, bo wieś to zarówno piękna, odwieczna mądrość, jak i zwykłe kołtuństwo.

Tekst: Andrzej Janusz Korbel