Kobiety na wsi.pl

kobieta z kogutem

Stowarzyszenie Rozwoju Wsi Dalewo i Gogolewo

Miejscowość: Dalewo i Gogolewo
Gmina: Marianowo
Powiat: stargardzki
Województwo: zachodniopomorskie
Data powstania: 2001
Przewodnicząca: Barbara Purgał
Adres: Gogolewo 18, 73-121 Marianowo
Email: basia023@poczta.onet.pl
 

Historia

Pierwszy krok uczyniły kobiety z Koła Gospodyń Wiejskich oraz Rady Rodziców, a potem wciągnęła się już cała wieś, a właściwie dwie sąsiadujące ze sobą. Jedna z prawej, druga z przeciwnej strony rzeczki, dzielącej obie społeczności jak najgrubszy mur. Dalewo i Gogolewo. Ich mieszkańcy pałali do siebie nawzajem tak dużą niechęcią, że nie żenili się między sobą, nie bawili na wspólnych zabawach, a niektórzy nawet nie mówili sobie „dzień dobry".
Jednak w obliczu wspólnych problemów zapomnieli nagle o wszelkich waśniach i nieporozumieniach. Zjednoczyli się i wygrali.
Co spowodowało niespodziewany zwrot? Zawieszenie broni, wystawienie białej flagi, stan solidarnej, wzajemnej gotowości?
W lutym 2001 roku jak grom z jasnego nieba spadła na mieszkańców obu wsi wieść, że urzędnicy gminni podjęli decyzję o likwidacji szkoły podstawowej w Gogolewie.
Szkoła, obok kościoła i cmentarza była punktem wspólnym dla obu wsi, tu chcąc nie chcąc się spotykali.
- Szkoła powstała przed wojną, uczyło się w niej kilka pokoleń, była oknem na świat, a tu nagle urzędnicy chcieli ją zamknąć, bez pytania nas o zdanie. Byliśmy po prostu wściekli, zebraliśmy się i postanowiliśmy wziąć sprawy w swoje ręce - mówi Aneta Kortus z Koła Gospodyń Wiejskich.

I tak doszło do prawdziwego pospolitego ruszenia ludu. Mieszkańcy jak jeden mąż stali się nagle bardzo zaangażowani, zaczęli tłumnie chodzić na sesje gminne, usiłując polubownie rozwiązać konflikt. Mimo, że szli na różne ustępstwa, władza była nieugięta. Urzędnicy mieli za nic przedstawiane im postulaty, właściwie nawet nie brali ich w żaden sposób pod uwagę.

Był to okres, kiedy masowo zamykano szkoły wiejskie w całej Polsce. Do takiego stanu rzeczy przyczyniła się w dużej mierze reforma edukacji wprowadzona w 1999 roku przez rząd Jerzego Buzka. Pogrzebała ona wiele małych szkół. Samorządy zamykały je argumentując, że koszty ich utrzymania są zbyt duże i nie ma w gminnym budżecie środków na ich dalszy byt.

Mieszkańcy nie strajkowali i nie barykadowali się w budynku, bo mieli świadomość, że na niewiele się to zda. Nieocenioną pomoc znaleźli u Aliny Kozińskiej-Bałdygi, prezeski Federacji Inicjatyw Oświatowych, która realizowała właśnie projekt „Małe Szkoły". - Zadzwoniłam do pani Aliny i usłyszałam, żebyśmy po prostu założyli Stowarzyszenie i sami poprowadzili szkołę. Udzieliła nam dużo cennych wskazówek, dała wzorcowy statut wraz z dokładną instrukcją, jak przejąć szkołę. Przy okazji wlała nam w serca sporo nadziei - relacjonuje Elżbieta Rink.

Mieszkańcy szybko i sprawnie, bo już 8 marca 2001 roku założyli Stowarzyszenie Rozwoju Wsi Dalewo i Gogolewo i po prostu przejęli szkołę. - Urzędnicy gminni nie wierzyli, że uda nam się poprowadzić taką placówkę, myśleli, że noga nam się szybko powinie, wręcz czekali na naszą porażkę. To nas jeszcze bardziej zmobilizowało, wszyscy wpadliśmy w stan twórczej euforii, a odpowiedzią na trudności była jeszcze większa integracja mieszkańców - opowiada Barbara Purgał.

Jednak jeszcze zanim szkoła zaczęła działać rodzice dostali upomnienia od samorządu za nieobecność ich dzieci w oddalonej o kilka kilometrów szkole, która została im odgórnie przydzielona. Nikt jednak się nie wyłamał i nie posłał swojego dziecka do nowej szkoły.

Jak tylko Stowarzyszenie przejęło szkołę, zaczęły się pierwsze przeszkody. Kontrola z Sanepidu uznała, że budynek nie nadaje się do pełnienia swojej funkcji. Jednak mieszkańcy byli już tak zdeterminowani i zaprawieni w bojach, że nie podcięło im to w pełni już rozwiniętych skrzydeł. Każdy zabrał z domu co miał, puszki z resztkami farb, pędzle, wiadra i w ciągu 3 dni i nocy wymalowali całą szkołę.
Już 14 września dzieci wróciły do swoich starych szkolnych ławek.

- To była prawdziwa partyzantka. Byliśmy bez grosza, bo pierwszą subwencję mieliśmy otrzymać dopiero w styczniu. Nauczyciele i dyrektor pracowali za darmo. W związku z tym, że Stowarzyszenie nie miało środków własnych i żadnego zabezpieczenia, Elżbieta Rink wzięła kredyt na siebie. To nas uratowało, pozwoliło przetrwać. Dzięki temu nie mieliśmy zaległości w ZUS-ie. Nauczyciele dostali pensje dopiero w styczniu, potem stopniowo wypłacaliśmy im zaległości. Rodzice samodzielnie sprzątali szkołę, bo oczywiście nie było pieniędzy na sprzątaczkę. To nas bardzo zbliżyło - opowiada Barbara Purgał.
- Mieszkańcy się dobrowolnie „opodatkowali", każdy dawał jakieś datki na szkołę, dzięki temu mogliśmy kupić opał i zapłacić rachunki za prąd. Na szczęście gmina użyczyła nam budynek nieodpłatnie, więc przynajmniej byliśmy zwolnieni z płacenia czynszu - dodaje Aneta Kortus.

jedno z zebrań w ocalonej szkole

Działania

Czas pokazał, że szkoła funkcjonuje o dużo sprawniej niż kiedyś. Znajduje się też w znacznie lepszej sytuacji finansowej niż te utrzymywane przez samorząd.
Głównym źródłem finansów są oczywiście subwencje oświatowe, a dodatkowym środki pozyskiwane z różnych programów grantowych. Tajemnica dobrej kondycji finansowej tkwi w efektywnym i oszczędnym zarządzaniu. W szkole nie obowiązuje „Karta nauczyciela", ale zwykły kodeks pracy. W efekcie nauczyciele pracują dłużej niż 18 godzin tygodniowo, mają także nieco niższe zarobki. Dzięki temu udaje się wygospodarować środki na remonty i wyposażenie klas. Zarząd Stowarzyszenia zabiega także o pozyskiwanie dotacji z zewnątrz.

Jasełka w wykonaniu uczniówDzięki Stowarzyszeniu życie we wsi kwitnie. Szkoła stała się niekwestionowanym centrum lokalnej społeczności, a świetlica ośrodkiem kultury. Mieszkańcy chętnie się w niej spotykają, bo jest o dużo ładniejsza i przytulniejsza niż kiedyś. Tu, gdzie jest szkoła, jest życie...
W ciągu pierwszych lat funkcjonowania Stowarzyszenie udzieliło mnóstwa porad mieszkańcom wsi, w których szkołom groziła likwidacja. Byli pionierami w dziedzinie ratowania małych szkół, więc ludzie zwracali się bezpośrednio do nich.
Angażowali się też w działania na rzecz wiejskich placówek edukacyjnych np. poprzez organizację Forum Inicjatyw Oświatowych oraz Święta „Małych Szkół", podczas których promowana była idea wolontariatu, samoorganizowania się i oddolnej aktywności. W działania włączali dzieci, młodzież i dorosłych.
Dzień ZiemiWe współpracy z Helsińską Fundacją Praw Człowieka realizowali program „Demokratyczna szkoła - demokratyczna wioska". Pod egidą Federacji Inicjatyw Oświatowych koordynowali w swoim regionie projekt „Małe przedszkole w każdej wsi". W efekcie przy szkole działa niepubliczne, ale bezpłatne przedszkole, gdzie najmłodsi w gronie rówieśników spędzają twórczo czas na zabawach edukacyjnych.
W odpowiedzi na zapotrzebowanie mieszkańców organizowali kursy językowe oraz komputerowe, wymiany polsko - niemieckie dla młodzieży, a dzieciom w czasie wakacji oferowali udział w półkoloniach prowadzonych przez studentów kierunków pedagogicznych na zasadzie wolontariatu.

Zachęcanie dzieci do aktywnego udziału w życiu lokalnej społeczności, bogata oferta zajęć pozaszkolnych oraz niewielkie klasy sprzyjają osiąganiu lepszych wyników w nauce oraz integracji.
Za swoje osiągnięcia w 2006 roku Stowarzyszenie uzyskało tytuł „Stowarzyszenia zasłużonego dla gminy Marianowo".

Cała historia kończy się szczęśliwie jak w bajce. Mieszkańcy mają swoją wymarzoną szkołę, dzieci wzrastają w atmosferze twórczego fermentu, a Elżbieta Rink, która nigdy nie wątpiła w sens istnienia szkoły i robiła wszystko, aby ją ocalić została wybrana na wójta i piastuje to stanowisko już drugą kadencję. A ówczesne władze samorządowe, które ludzi słuchać nie chciały i ich głosu nie ceniły w wyborach samorządowych w 2002 roku przegrały z kretesem.

grupa przedszkolna

Tekst: Gosia Kowalska