Stanisława Fuczek
1921 - 2007
Urodziła się 29 kwietnia 1921 r. w Bieździedzy, gmina Kołaczyce. Szkołę powszechną ukończyła w rodzinnej wsi.
Od
najmłodszych lat pisała wiersze, rymowanki o tym, co ją wokół
otaczało: "za
mojej młodości inne były maje, śpiewały słowiki, kwitły sobie
gaje. Kukułka kukała w gaju nad ruczajem, wszystko, co żyło na
świecie cieszyło się majem. W środku wioski, tam gdzie łąki,
tuż przy dworskim stawie, jaka to tam fabryka? To żab trajkotanie,
a na brzegu stoi bocian klekoczący - zaprasza, chodźcie do mnie
żabki - panie to zjemy śniadanie" (rękopisy autorki z 1938 roku).
Obdarzona wielką
charyzmą i wieloma talentami autorka tak o swoim losie i koleżankach
z Koła Gospodyń Wiejskich w Bieździedzy napisała: „w
Bożym koszyku jest talentów wiele, jeden na co dzień, drugie na
niedzielę. I każda
istota Bożego stworzenia, otrzymuje talent do pomnożenia. Oprócz
talentów jest i powołanie i każdy człowiek ma swoje zadanie. A
gdy się połączy talent z powołaniem to wartościowym człowiekiem
zostaniesz. Bo Boże talenty w ziemi zakopane i przez ludzką pracę
hojnie pomnażane. Gdzie tylko spojrzycie na czarne zagony, zaraz
zobaczycie talent pomnożony. Rośnie tam kapusta, warzywa, ziemniaki,
nie będzie brakować witamin - będą róść dzieciaki..."
"Tam pod
ścianą śmierci"
W okresie
okupacji Stanisława Fuczek była łączniczką AK. Jako młoda
dziewczyna z narażeniem życia udzielała pomocy i schronienia
partyzantom. Uratowała także żydowskie dziecko - znajomej Żydówki
z Kołaczyc, ukrywając je w swym rodzinnym domu, a następnie
wywożąc do sióstr zakonnych w Strzyżowie.
Zapłaciła za
działalność okupacyjną wysoką cenę, wiele tygodni ukrywała się
w lesie, natomiast jej przyjaciel - nauczyciel Stanisław Matysik
został wywieziony do obozu w Oświęcimiu i tam stracony za
prowadzenie tajnej oświaty.
Autorka tak napisała o jego
bohaterskiej śmierci: „tam
pod ścianą śmierci stałeś, pobity, w piasku, obdartym, czekając
na kule, ażeby śmierć przerwała twe nieludzkie bóle. Twe
umęczone ciało nie znalazło odpoczynku w grobie, zostało spalone,
ażeby ślad zaginął po twojej osobie. Lecz nie poszła na marne
dla Ojczyzny praca. Bo śmierć za Ojczyznę narody wzbogaca..."
W kartkach zapisanych przez autorkę znalazłam utwór poświęcony dla bezimiennych, w którym ta odważna kobieta rozprawia się ze wspomnieniami z czasów okupacji. „W dzień święta zmarłych, błądzę w swych myślach po cmentarnej drodze, myśląc o wojnie i pożodze. O tych mogiłach, których tu nie ma, o bezimiennych bohaterach. Ci co zginęli pod bombami, w obozach, kaźniach tysiącami. Dziś spoczywają między obcymi, na obcej ziemi, gdzieś pod brzozami zapomniani. Lecz zanim pomarli, ile wycierpieli, na zimnych pryczach i bez pościeli, obici i głodni, opuszczeni ,od wszystkich zapomniani. Gdzie nędzni, spragnieni na swą śmierć czekają, a myśl ich biegła do tych, co kochają. Do swej rodziny, do swych dzieci z myślą, że może myśl do swych najbliższych doleci....".
To była „Siłaczka"
Autorka
po wojnie zaangażowała się w pracę społeczną, była inicjatorką
budowy Domu Ludowego, szkoły i Domu Strażaka. Przyczyniła się
również do przeprowadzenia gazyfikacji i elektryfikacji przysiółków
we wsi. Była również opiekunem społecznym i radną w gminie,
powiecie i województwie. W 1957 roku była jedną z pierwszych
przewodniczących Koła Gospodyń Wiejskich w powiecie jasielskim.
Przez okres 25 lat sprawowała funkcję sołtyski wsi Bieździedza.
Był to przykład kobiety - społeczniczki o dużym sercu. „W dniu ósmego marca snuję swe wspomnienia o latach minionych, pracy bez wytchnienia. Na wszystko był czas, tylko nie dla siebie lecz wesprzeć mieszkańców, gdy byli w potrzebie. By zbudować domy, dla rodzin mieszkania, a także obory dla krówek i trzody chowania. Sadzili porzeczki, truskawki, wiśnie i maliny, sadzili warzywa - ogórki, kapustę, buraki, ziemniaki, groszek i fasolę. Wszystko to, co smaczne i to, co zdrowe. A Kółko Rolnicze i Koło Gospodyń sprawnie się toczyło, żeby w naszej wiosce wszystkim dobrze było. Na wiejskich dożynkach, wszyscy się cieszyli, bo za swoją pracę nagrodzeni byli. Wieniec wspólnie wili, który układano, robiono wystawy, piosenki śpiewano. Zbudowano wspólnie wiejski dom ludowy, szkołę podstawową, boisko sportowe. Gaz doprowadzono, elektryfikację we wsi, słupy wymieniono, a także uliczne światło we wsi, przysiółkach jak nigdzie zrobiono. Rozpoczęto starania o kanalizację, co do tej inwestycji wszyscy przystąpili i na wspólne pomiary pieniążki złożyli. Zaczęto budować remizę strażacką, ażeby sprzęt mechaniczny wraz z wozem bojowym, gdzie postawić było. Lecz przyszły nowe rządy i naszą budowę dokończyć nie dano... Tylko Koło Gospodyń w całości zostało i dla swej Ojczyzny będzie pracowało...".
Stanisława
Fuczek została "Pierwszą Członkinią Koła Gospodyń Wiejskich XX
wieku". Takie miano otrzymała na drugim Wojewódzkim Zjeździe Kółek
Rolniczych i Kół Gospodyń Wiejskich w Krośnie. Za
swoje zasługi uhonorowana została tytułem „Kobiety XX wieku w
powiecie jasielskim". Odznaczona m.in. „Złotym Krzyżem
Zasługi", „Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski",
odznaką honorową „Za Zasługi Dla Województwa Krośnieńskiego".
Owoce Jej działalności były zauważane, doceniane i nagradzane. Wieś była dla Niej drugim domem, troszczyła się o jej sprawy i żyła jej problemami. Aktywnie i z mądrością życiową służyła ludziom w każdej potrzebie.
O Stanisławie Fuczek mówiono - „To była Siłaczka", te słowa potwierdza również dziś powiatowa instruktorka do spraw KGW i przyjaciółka Genowefa Szerląg. Jej działalność, postawa społeczna i wielkie serce, pozostanie w pamięci wszystkich, którzy Ją znali, z nią pracowali. Jej pracowite, skromne i pełne poświęceń życie oddane ludziom jest wzorem do naśladowania jako kobiety, matki, działaczki, patriotki i Polki.
"Kobieto wiejska - kobieto"
Pod koniec lat sześćdziesiątych napisała utwór o pracy
swoich koleżanek z KGW w Bieździedzy zaangażowanych tak jak i ona
w pracę społeczną.
„Kobieto, wiejska kobieto, ty co sto pomysłów masz. Ty nad swoją
rodziną wciąż czujną trzymasz straż. Kobieto wiejska, kobieto,
tyś marzeń moich snów. Jesteś dzielną i hardą kobietą z KGW...
Gotujesz smaczne zupy, na wszystko pomysł znasz. I placki
ziemniaczane, ze smakiem chętnie zjesz. A
zupa ziemniaczana pachnie na całą wieś. Na wszystko nowy przepis
ukryty w głowie gdzieś... Kobieto wiejska, kobieto, ty tysiąc
imion masz. Jesteś matką i żoną i każdą pracę znasz. Kobieto polska, kobieto, tyś marzeń moich snów, tyś dzielną, hardą
dziewczyną z KGW".
"Swoje tradycje ma"
Rodzinna wieś poetki należała do 1945 roku do rodziny Romerów, która zajmowała się wytwarzaniem tkanin gobelinowych. Z tego rodu wywodził się także wybitny polski geograf profesor Eugeniusz Romer. Interesujący może być również fakt, że klacz Kasztanka należąca do marszałka J. Piłsudskiego pochodziła ze stadniny Romerów z Bieździedzy.
Z rodzinną wsią autorki wiąże się kilka legend. To właśnie sama poetka opisała dwie legendy. Pierwsza z nich pt. „Jak wyglądała nasza wieś" jest śpiewana przez zespół ludowy wywodzący się z KGW w Bieździedzy. „Pomiędzy dwoma wzgórzami, potok cichutko się mknie. Tu pradziad swą wieś buduje i Bieździedzą wieś zwie. Okolica piękna, pola, łąka, woda, las. Postanowił ze swą żoną, że tu spełni życia czas. Prawie przed siedmiu wiekami, jak na te pola wszedł dziad. Tu w pocie czoła pracował i nadawał wsi kształt. Okolica, łąka piękna, gdzie jest taka druga wieś? Wszyscy ciężko pracowali , budowali swoja wieś... Tu swe pola uprawiali, spożywali czarny chleb. Pola, lasy wyrywali, budowali swoją wieś. I pańszczyznę odrabiali, swemu panu dając część. W czasie wojen wojowali, przelewając swoją krew. Jakże nie kochać tej ziemi gdy ona karmi nas...".
Legenda o słynnym tutejszym dębie z mieczami: „Zgadnijcie gdzie jest, prastara ta wieś, co siedem wieków ma. Gdzie pradziad i dziad. Gdzie ojciec i brat, tu część swej pracy ma. Kościółek i dwór, i rzeka, i bór, i dąb co wieki trwa. Co w niego Jan Sobieski wbił, królewskie miecze dwa. To nasza wioska kochana, kochana wioska ta, choć tyle przeszła burz. Swoje tradycje ma. Z wojny wrócił król i odwiedził dwór. Bo stąd rycerza miał. A rycerz ów, że powrócił zdrów, króla ugościć chciał. Gdy wypoczął król, pożegnawszy dwór w naszym kościółku był. A na pamiątkę, że tu stał do dębu dwa miecze wbił. To nasza wioska kochana. Moja wioska ta, choć tyle przeszła burz, swoje tradycje ma..."
Stanisława Fuczek opisała również oddział kosynierów, działający we wsi od początku XIX wieku. Nawiązuje on do czasów insurekcji kościuszkowskiej. Jego członkowie w strojach kosynierskich pełnią straż przy Grobie Chrystusa, jak również biorą udział w różnych uroczystościach narodowych i kościelnych.
Za matczyny trud
Symbolem uznania dla Stanisławy Fuczek za "matczyny trud włożony w wychowanie młodego pokolenia Polaków - patriotów, kształtowanie w domu i środowisku humanistycznych postaw moralnych, za niestrudzoną pracę włożoną w przeobrażanie wsi i rodziny wiejskiej, za zaangażowanie w upowszechnianiu cnót obywatelskich oraz aktywność społeczną i umiłowanie Ojczyzny" był otrzymany „Order Serca Matki Wsi."
Jesień życia
„Nie
wyglądaj jesieni życia, ona przyjdzie sama. I będzie Ci
towarzyszyć od samego rana. Cicho wejdzie w twe ciało, nawet nie
wiesz kiedy. Zegnie w pół twoją postać, narobi ci biedy...".
Tak o swojej chorobie i starości pisała ta „dzielna kobieta".
Choroba uniemożliwiła Jej czynne działanie, ale mimo tego żyła
zagadnieniami wsi, służyła radą, pomocą, dobrym słowem dla
innych. Zmarła 13 lipca 2007 r.
Jej twórczość opracowana przez Gminną Bibliotekę Publiczną (GBP) w Jaśle z siedzibą w Szebniach i GBP w Kołaczycach ukazała się drukiem w tomikach poezji pt. „Moja ojczyzna, to wieś rodzinna" oraz „Z mego okna". Pod koniec 2008 roku młodzież ze szkoły w Bieździedzy przygotowała koncert poetycki poświęcony życiu i twórczości tej niezapomnianej działaczki społecznej i poetki ludowej.
Nie wiem czemu
Nie
wiem czemu stale myślę o mej wiosce
Stale
myśli moje do niej ślę
Czy
w radości, czy też w trosce
Zawsze
serce moje do niej lgnie
Nie
wiem czemu myśli moje tam wracają
Gdzie
rodzinny tam pozostał własny dom
Gdzie
na wiosnę polne kwiaty zakwitają
Dookoła
rozsyłając swoją woń
Nie
wiem czemu myśl ma biegnie w tamte strony
Gdzie
słoneczko cudne wschodzi pośród zórz
Tam
gdzie słownik wyśpiewuje cudne tony
A
w powietrzu się unosi zapach zbóż
Nie
wiem czemu myśl ma biegnie do tej wioski
Tam
gdzie strumyk cicho płynie poprzez wieś
Nad
jej brzegiem zapach bzów się niesie
I
kukułka ciągle kuka w sadzie gdzieś
Nie
wiem czemu myśli moje tam wracają
Gdzie
pozostał, hen w oddali taki kraj
Gdzie
skowronki wczesnym rankiem tam śpiewają
I
jaskółki powracają do swych gwiazd
I
wy nasi emigranci powracajcie
Do
swych sadów i złocistych łanów zbóż
Swego
serca tam nie zostawiajcie
Tylko
myśli swoje
Serce
w swoim ojczystym kraju złóż.
Tekst: Stanisława Ablewicz











