Modraszek u zoopsychologa
- Skąd bierze się chęć w kobietach? O co chodzi? - zastanawiała się głośno Jola, kiedy opowiedziałam jej o czym zamierzam napisać. - To nie są kobiety, którym się nudzi… Ten czas mogłyby z powodzeniem przeznaczyć na szereg innych rzeczy...
Często jest tak, że zabiera się czas rodzinie. Równocześnie dbając o nią, o podstawowe jej potrzeby. Zatem nie jest to problem czasu, ale chęci. Tak więc skąd? O co chodzi?
Przygotowując kawę w kuchni rozmawiałyśmy sobie o życiu. O życiu kobiet. O rolach. Potrzebach. Rytuałach. Choćby takich jak wspólne działanie, dzianie się, tworzenie. O plotkach, czyli rozmowach, które podtrzymują więzi. O dzieleniu się. Wszystkim.
- Może to jest tak jak z obiadem? Że kiedy robisz dobry obiad to robisz go tylko wtedy, gdy masz dla kogo go zrobić? Że kiedy kobieta ma jakąś pasję, która ją wciąga, to chce to robić z kimś? Że przeżywanie czegoś samemu jest niepełne, nie ma sensu, trzeba jeszcze z kimś. I że kobiety mają tak częściej niż mężczyźni...
Jola
Harna mieszka z rodziną w Bieszczadach już 19 lat. Chociaż na
czas ludzi żyjących na wsi, a szczególnie w górach,
powinno patrzeć się przez pryzmat przeżytych zim. To one
weryfikują.
Oboje z mężem są biologami. Przyjechali tu, kiedy Grzegorz jako doktorant zaczął prowadzić stację ekologiczną UJ w Woli Michowej.
O swoich działaniach opowiada naturalnie i skromnie, ale...
...Z pasją
Zdarza się (przypadkowo - jak sama podkreśla), że chodzi po łąkach z turystami, zbierają zioła, podglądają ptaki, drzewa, kałuże. Zdarza się, że zjawiają się jacyś mniej lub bardziej znajomi i proponują wspólny spacer. Z czego korzysta z przyjemnością.
- Zdarzało mi się też zgłosić do szkoły i zaproponować, że zabiorę dzieci na wycieczkę, nad rzekę. Rzeka jest blisko szkoły, a przede wszystkim jest nieprzebranym źródłem wiedzy. Potrzebny jest tylko ktoś, kto potrafi odczytać ją i przekazać dalej. Przyroda jest tu bogata i sama wchodzi na podwórko.
- Dlaczego?
Dziwi się,
kiedy pytam i przypominam o wolontariackim charakterze działań.
- Szkoda mi
było tych dzieci! - wybucha śmiechem. Wiem
przecież, że to jest łatwe i ciekawe! Skoro moje dzieci mają
możliwość poznać to całe bogactwo w czasie rodzinnych spacerów,
to dlaczego inne miałyby tego także nie otrzymać?
- Pewnego dnia, mieszkaliśmy wtedy jeszcze w Woli Michowej, przyszedł do mnie Marcin Krzyżański i opowiedział o projekcie, który planuje zrealizować. Projekcie poświęconym ochronie ptaków, który miałby edukować miejscowych ludzi starszych i młodszych, obejmujący grupy równocześnie w Krakowie i Bieszczadach...
Jola miała zająć się częścią bieszczadzką. Co oczywiście zrobiła, z doskonałym efektem. Zajęcia odbywały się szkołach w Cisnej, Żubraczem, Woli Michowej, Komańczy, Łupkowie, Smolniku... W nagrodę za trud, dzieci biorące udział w projekcie pojechały na wycieczkę do Krakowa, autobusem, w którym - spotkały się... dzieciaki z sąsiednich wsi, które w zasadzie po raz pierwszy mogły się spotkać i poznać się dopiero w szkole średniej lub w najlepszym razie w szkole podstawowej.
Jestem biologiem
Czytając prasę, dowiedziała się, że w Komańczy występuje jakiś niezwykły motyl, niebywała rzadkość, który żyje w komitywie z mrówkami oraz pewną rośliną. Znalazła tam nazwisko badacza oraz informację, że drugie takie stanowisko jest w okolicach Przemyśla. Wtedy już była członkiem lokalnego stowarzyszenia.
- Czy to
jest stowarzyszenie ekologiczne? - pytam.
- Nie nie,
nie ma tu takiego jeszcze - uśmiecha się i szybko wraca do
opowieści, (które potrafi prowadzić ciekawie i długo)- to
Stowarzyszenie Wspierania Inicjatyw Lokalnych. Realizowaliśmy już
razem pewien projekt etnograficzny związany z reanimacją „vidpustu"
(łem.- odpust) w Jaworniku. Ale jestem biologiem. To moja działka -
podkreśla.
Znalazła więc konkurs na projekt, który miałby wiązać działania na rzecz ochrony przyrody z jakimiś korzyściami ekonomicznymi. Czyli lokalnej społeczności przynosić zysk. Taki był warunek konkursu.
Nawiązała kontakt z człowiekiem, który prowadził
badania motyla modraszka. Okazało się, że roślina - goryczka
krzyżowa, sama w sobie jest rzadka i chroniona, dodatkowo, występuje
tam, gdzie żyje określony gatunek mrówki. Takie warunki są
spełniane w bardzo nielicznych miejscach, na terenie Beskidu,
Bieszczad i pod Przemyślem.
Przydały
się doświadczenia owczarskie (Jola i Grzegorz przez szereg lat
prowadzili hodowlę kóz i owiec w gospodarstwie w Osławicy,
która dziś jest ich domem).
- Tu pasie
się najwięcej owiec w Bieszczadach i produkuje się najwięcej
sera. Hodowców jest wielu, ale jest to towarzystwo, jakby,
ukryte. Z własnego doświadczenia wiem, że sery kozie i owcze
cieszą się ogromną popularnością. Fatalnie zatem, że nie ma
żadnej reklamy tych lokalnych produktów. Chodziło też o to,
by pokazać mieszkańcom, jaki skarb przyrodniczy mają u siebie.
- Była więc część edukacyjna, prezentacja fantastycznych fotografii motyli, które otrzymała od badaczy, zrobiono ochronę stanowiska goryczki krzyżowej, wprowadzono tam także wypas ratunkowy, który bardzo sprzyja bioróżnorodności.
Za pieniądze z projektu kupiła sery od hodowców i urządzono ich degustację, podczas której ogłoszono wyniki konkursu plastycznego dla dzieci. Był także muzykant ze Słowacji oraz pewna starsza pani, która zajmuje się regionalnym haftem krzyżykowym. Wszystko przystrojone lokalnymi produktami i roślinami, koszami, dzbanami...
- Chodziło także o to, by turyści mogli dostać adresy producentów. Swój wkład w imprezę miało też Nadleśnictwo, które żywo zainteresowało się działaniami na rzecz modraszka i goryczki. Przygotowana została przez nie prezentacja oraz pogadanka o tutejszych atrakcjach przyrodniczych.
Nie bez znaczenia był wątek integracyjny. Społeczność lokalna przekonała się, że robiąc coś razem, niekoniecznie stają się konkurencją. A przeciwnie - można się świetnie bawić.
Zdradzę w sekrecie, bo wiem, że rozmyśla ze swoją znajomą o stowarzyszeniu ekologicznym. Ewidentnie brakuje organizacji, która miałaby moc starania się (odpowiedni status prawny) i troszczenia o problemy stricte przyrodnicze. A tych przecież jest nie mało.
„Jeżeli
ktoś ma pasję, w jakimkolwiek kierunku, powinien tej pasji używać. Jeżeli
będzie konsekwentny w swoich działaniach to bez wątpienia ta pasja
będzie się rozwijać i na pewno poprowadzi w dobrym kierunku.
Tak już
jest. Trzeba dać jej upust."
Tekst: Aleksandra Rózga











