Kobiety na wsi.pl

kobieta z kogutem

Kresowe siłaczki

Znajdziesz je na mojej rodzinnej Lubelszczyźnie w wielu miejscach. Rozsiane jak samorodki złota wśród miałkiego piasku mierności i braku zaangażowania. Ale tak jak złoto – nie zmieniają barwy z czasem, nie opada ich entuzjazm.

Nie godzą się na bylejakość świata wokół i nie popadają w zniechęcenie mimo, że nie mają już ...nastu lat. Ale też i z tym światem nie walczą, dla samej walki. Niekrzykliwe, ciche, spokojne, lecz jak woda - płynące we właściwym kierunku, choć czasem pod prąd.
W ich oczach nie ma jednak płomieni fanatyzmu, nie nawracają nikogo na siłę, nie pouczają, ani krzyczą - po prostu robią swoje. Niepotrzebny im splendor ni tytuły, chyba, że pomoże to w działalności.

Wiedzione wielkim wewnętrznym przekonaniem i nie mniejszą siłą woli i wytrwaniem, dla kobiet charakterystycznym, dokonują rzeczy wielkich. Tym większych, że w trudnej sytuacji, w opornym nieraz, wiejskim otoczeniu. Ich popularność to nie efekt gazecianych tekstów, czy udziału w programach telewizyjnych, ale ludzkiej pamięci, życzliwości i szacunku, który trwalszy jest od wszystkiego.
Nauczycielki, bibliotekarki, wiejskie działaczki - moje kresowe siłaczki...

Zielona szkoła

Basia Kreto w ogródku przyszkolnymGdzieś na południowo-zachodnim skraju Wyżyny Lubelskiej, otulona woalem sadów i plantacji malin, leży w dolinie potoku Podlipie, Chruślina. Schludna i nie mała wioska. W niej zaś jest szkoła podstawowa nie byle jaka. Zielona, ekologiczna, aktywna, promieniująca na całą gminę Józefów nad Wisłą i tereny przyległe.

Dzieci w tej szkole wiedzą nie tylko co to jest ekologia czy ochrona środowiska, wiedzą jak zanieczyszczenia wpływają na zdrowie ludzi i innych organizmów, co więcej, same potrafią zbadać ich poziom w rzece, glebie czy roślinności. Wiedzą też co zrobić aby ich unikać lub ograniczyć ich działanie i dzielą się tą wiedzą z rodzicami - rolnikami.
Potrafią założyć ogród ekologiczny, gdzie nie trzeba stosować sztucznych nawozów i środków ochrony roślin. Znają rośliny i zwierzęta swojej okolicy, potrafią je same oznaczać. Ba, wiedzą nawet co to są programy rolnośrodowiskowe.

A wszystko to zasługa Pani Basi Kreto - wieloletniej dyrektorki szkoły, inspiratorki szeregu działań ekologicznych podejmowanych przez dzieci. To ona kilkanaście lat temu założyła Klub Młodego Ekologa i ustawicznie, organicznie pracuje z dziatwą monitorując stan środowiska przyrodniczego w Chruślinie i okolicy, organizując wraz z dziećmi konkurs na najpiękniejszy ogródek kwiatowy, edukując rolników (w Chruślinie trawy na miedzach czy przy rowach nie płoną, nikt też nie myje ciągnika w rzece), bo:
Każdy z nas ma swoją małą Ojczyznę. Tę w której się wychował, która go kształtowała. Wieś jest szczególnym typem takiego miejsca. Miejsce nacechowane kształtami, barwami, dźwiękami, a przede wszystkim wypełnione ludźmi, z którymi czuje się związany trudną do opisania więzią. Zupełnie inaczej jest odbierana z zewnątrz, lecz dla społeczności, która tam żyje i poznaje ją od środka jest w rzeczywistości wielkim ciepłym domem".

Basia Kreto przy pomniku pamiątkowym LOP w ChruślinieZ Panią Basią dzieciaki opracowują zeszyty edukacyjne a to o ginących zawodach, to znów o zdrowym żywieniu (w sumie ponad ćwierć setki różnych publikacji), czy też przygotowują ścieżkę rowerową doliną rzeki Podlipie. Itd. itd. wiele by pisać.

Nie dziwi zatem, że nieraz 40% dzieciaków z klasy trafia na studia na kierunki przyrodnicze - życzę wszystkim takich studentów. A Pani Basia swym spokojnym pedagogicznym głosem potrafi dogadać się z wszystkimi i zyskać przychylność i wójta i wojewódzkiego funduszu .... i cieszy się z tego co robi i z sukcesów swoich wychowanków.

Biblioteka w Wisznicach

Gdzie Zielawa swe leniwe wody toczy, na suchych piaskach rośnie piołun, kwitnie wrzos i dziewanna a wśród jałowców „gęgają" gąsiorki leży wieś Horodyszcze.
Trafisz do niej, wędrowcze, na pewno, bo rzadko już na Ziemi Lubelskiej spotkasz na gromadzkim pastwisku stado ze 100 krów i tabun z ćwierć setki koni. A pod Horodyszczem tak.

Wisznice wieś pełna kwiatówA kiedy pylistym szlakiem udasz się na przełaj przez pola do Wisznic to i przepiórkę usłyszysz, a jeśli wolisz wzdłuż Zielawy tam dojść, to nie ominie cię widok dudka i kolorowej kwiecistej łączki.
Do Wisznic zajść warto i to nie tylko z tego powodu, że miejscowość czysta i schludna, ludzie dobrzy i kochają kwiaty (poznasz to po ogródkach), i nie dlatego jedynie, by zobaczyć piękną starą cerkiew czy jeszcze piękniejszy cmentarz z grobami rodziny Józefa Ignacego Kraszewskiego.

Ale jeśli już tam będziesz, zajdź proszę do biblioteki na Wygodzie. Spotkasz tam Panią Alinę Maniowiec, która jest głową wisznickiej książnicy. Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że pani kierownik i jej pracownicy zajmują się li tylko wypożyczaniem sfatygowanych już nieco woluminów.

W osobie Pani Aliny widzisz bowiem jedno z gniazd społecznej aktywności w gminie, która trzeba przyznać ową aktywnością obdzieliłaby i obdziela ościenne ziemie.

Alina ManiowiecPani Alina jest kolejnym niespokojnym duchem, który „lubi jak się coś dzieje".
No i dzieje się, dzieje. Że „Internet łączy pokolenia" wiedzą zapewne wszyscy, ale że przez pierogi ruskie i haft Richelieu !? - a w Wisznicach tak.
Jeśli chcesz spotkać i posłuchać regionalistów, pasjonatów historii Wisznic i okolic - idź do biblioteki, jeżeli chcesz posłuchać bajek czytanych przez Babcie Grunię - idź do biblioteki, jeżeli chcesz oglądnąć ciekawą wystawę poświęconą Józefowi Ignacemu Kraszewskiemu (a postać to wciąż niedoceniona - kto bowiem w naszej historii napisał ponad 200 powieści i kilka tysięcy artykułów?) - również idź do biblioteki.
Znajdziesz tam także opracowany z inicjatywy Pani Aliny „Słowniczek nazw geograficznych" gminy Wisznice.

Słowem - biblioteka nie dość, że przyciąga młodzież, to jeszcze zabiera klientów innym znanym na wsiach „instytucjom rozrywkowym" - sklepom spożywczym obficie zaopatrzonym w „monopol". I wszystko wskazuje na to, iż ten pozytywny trend się utrzyma. Bo Pani Alina planuje kolejne projekty i też zachęca do nich innych.

Wierszem i prozą

okładka książki Legendy o NeplachNeple to urokliwa wioseczka nad Bugiem niedaleko od Terespola. Historię mają niemal 1000-letnią, ale zasłynęły głównie dzięki Niemcewiczom, Mierzejewskim i generałowi Kierbedziowi, którzy byli właścicielami folwarku w tej wiosce. Jednak ani ich, ni ich potomków już w Neplach nie ma.

Mieszka za to w Neplach Pani Bogusia Hawryluk była, wieloletnia sołtysina wioski i osoba oddana całym sercem swojej małej ojczyźnie.
Więcej o historii wsi i okolic wie chyba tylko sędziwy ksiądz Oziembło mieszkający na plebani w Neplach. A Pani Bogusia sławi swoją małą ojczyznę wierszem i prozą (niedawno wydała książkę „Opowieści dziwnej treści, czyli legendy o Neplach i okolicy").

Bogusia HawrylukI nie tylko w słowie pisanym czy mówionym daje dowód przywiązania do regionu - również w czynach. Organizuje spotkania i festyny, oprowadza turystów, uporem i nieustępliwością wywalczyła od opornych władz gminy Terespol budynek, w którym zamierza zrealizować pomysł śp. Prof. Stefana Kozłowskiego - regionalną izbę historyczno-etnograficzno-przyrodniczą.
W tym celu z grupą podobnych pasjonatów założyła Regionalne Stowarzyszenie Przyjaciół Ziemi Nadbużańskiej „Bugowiaki", któremu już udało się zdobyć pierwsze fundusze.

Warto odwiedzić Panią Bogusię, bo zawsze znajdzie ona dla zainteresowanych ciekawą opowieść, a dla głodnych kawał dobrego ciasta ze śliwkami lub truskawkami.

***

Warto wyrazić uznanie dla tych siłaczek, nie tylko słowem. Warto im pomagać i wspierać je ze wszystkich sił i na wszelkie możliwe sposoby, gdyż często przychodzi im działać jak doktorowi Judymowi - wbrew otaczającej niechęci czy tumiwisizmowi sąsiadów czy władz.

Bo są jak taki zdrowy zaczyn, którego ferment niesie coś dobrego. Bo nie chcą przetrawić życia na oglądaniu seriali. Bo nie dość, że są aktywnymi działaczkami, to są również wychowawczyniami, dla których dzieci to nie wredne bachory, ale „nasze dobre dzieci", bo ludzi, z którymi współpracują, szanują i wspierają.
I w odróżnieniu od wielu „zaangażowanych i wybitnych" nie działają kosztem domu, rodziny, dzieci, ale odwrotnie potrafią nie tylko wszystko pogodzić, ale nawet „zarazić" swoim życiem i swoimi pasjami własne dzieci. To dobrze rokuje na przyszłość.

Warto też rozmawiać i słuchać takich kobiet. Nawet kiedy z taką osobą po raz pierwszy rozmawiasz wydaje ci się, że znacie się już lata. I choćbyś lata jej nie widział, to przy kolejnym spotkaniu masz wrażenie, że się wczoraj rozstaliście.

 

 

Tekst: Krzysztof Wojciechowski