Koło Gospodyń Wiejskich „Lignowianki” w Lignowach Szlacheckich
Miejscowość: Lignowy Szlacheckie
Gmina: Pelplin
Powiat: tczewski
Województwo: pomorskie
Data powstania: 1960
Przewodnicząca: Krystyna Gierszewska
Adres: Lignowy Szlacheckie 92, 83-121 Rudno
Telefon: (58) 536 47 54
Email: k-gierszewska@wp.pl
Historia
Założycielką i
pierwszą przewodniczącą Koła Gospodyń Wiejskich była pani
Apolonia Kwiatkowska. 13 maja 1960 roku na zwołane z jej inicjatywy
zebranie przybyło trzynaście mieszkanek, z których do dziś żyją
jeszcze trzy.
Aktywność KGW od
samego początku skupiała się wokół popularyzowania nowoczesnych
metod prowadzenia gospodarstwa rolnego oraz domowego. Organizowane
były kursy kroju i szycia, haftu, oraz gotowania. Poszerzaniu wiedzy
rolniczej służyły liczne pogadanki i prezentacje z zakresu hodowli
zwierząt i uprawy roślin.
Obok edukacji,
drugim równie ważnym polem działania była integracja mieszkańców,
wspólna zabawa, bycie razem. Członkinie KGW organizowały liczne
potańcówki, uroczyste obchody Dnia Dziecka oraz Dnia Kobiet,
atrakcyjne wycieczki autokarowe do najciekawszych zakątków kraju.
- Największy
rozkwit KGW nastąpił w 1973 roku. W działania zaangażowane były
bez wyjątku wszystkie mieszkanki - 132 kobiety! Członkostwo w
KGW wiązało się z pewnymi udogodnieniami. Torowało ono drogę do
zdobycia piskląt drobiu, sadzonek drzewek owocowych i krzewów
ozdobnych. Dystrybucja tych dóbr, niedostępnych wówczas w
sprzedaży detalicznej, należała bowiem do zadań statutowych KGW
- opowiada pani Krystyna Gierszewska.
Kolejną przewodniczącą KGW była
pani Teresa Tokarska. Jej kadencja przypadła na pełen napięć
społecznych i politycznych niepokojów okres stanu wojennego, a
potem transformacji ustrojowej. W efekcie nadchodzących przemian w
okolicznych wsiach Koła Gospodyń Wiejskich upadały jedne po
drugich. Los ten podzieliło również KGW z Lignów zamykając
swoją działalność w 1988 roku.
- Koła Gospodyń Wiejskich zaczęły
być nagle postrzegane jako relikt PRL-u. Na
polskiej wsi zachodziły olbrzymie zmiany. Młode kobiety masowo
uciekały do miast, a te które zostawały na miejscu próbowały jak
najmocniej odciąć się od tego, co wiejskie. Nikt nie chciał
utożsamiać się z wsią - synonimem ciemnoty i zacofania.
Wszystkich porwał wspólny pęd ku nowoczesności, co przełożyło
się na masowe upadanie KGW - wyjaśnia
jedna z członkiń.
Pod koniec lat
dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku sytuacja zaczęła powoli
ulegać zmianie. Ludzie stawali się dumni, że mieszkają na wsi, że
nikt w ich społeczności nie pozostaje anonimowy. W sąsiednich
wsiach znów przywracano do życia Koła Gospodyń Wiejskich.
- Coraz częściej docierały do nas
słuchy, że okoliczne kobiety robią ciekawe rzeczy, uczestniczą w
dożynkach, szyją sobie stroje ludowe, organizują festyny.
Pomyślałam, a może by tak u nas też rozkręcić działalność?
Mój mąż, który był wówczas sołtysem zapalił się do pomysłu
i zaprosił kobiety na zebranie, podczas którego powołano Koło
Gospodyń Wiejskich "Lignowianki" - opowiada pani
Gierszewska, przewodnicząca KGW.
W ten oto sposób po 16 latach
mieszkanki Lignów powróciły do kontynuacji tradycji
zapoczątkowanej przez ich matki i babki, tradycji szeroko pojętej
pracy społecznej na rzecz lokalnego środowiska.

Działania
Reaktywacja KGW nastąpiła w marcu
2004 roku. Pierwszym wspólnym działaniem było wyplatanie palm
wielkanocnych. Spotkanie stało się także okazją do zaplanowania
najbliższych zadań i sprecyzowania celów.
Już na początku postanowiły, że
chcą mieć wspólny, rozpoznawalny strój, odróżniający je od
innych KGW. Najlepiej ludowy, ich regionalny. Okazało się jednak,
że etnografom do dziś nie udało się wypracować jednolitego
wzorca stroju kociewskiego. - Pojechałam do znanej
regionalistki z pobliskiego Pelplina z prośbą o pomoc. Podzieliła
się ze mną pewnymi wytycznymi dotyczącymi wyglądu stroju.
Dowiedziałam się, że kołnierzyk musi być ciasno przy szyi,
kamizelka powinna być z jodełką z przodu, spódnica marszczona na
gumkę z paseczkami, że mężatki noszą na głowie chustki, a
panny wianki. Na podstawie tych szczątkowych informacji uszyłyśmy
sobie stroje - opowiada pani Gierszewska.
Zaczęły brać udział w lokalnych
festynach, jarmarkach, wystawach i konkursach, zwłaszcza tych
kulinarnych, bo w KGW jest kilka wytrawnych kucharek. Dodatkowo, pani
Krystyna Gierszewska jest pasjonatką i oddaną popularyzatorką
regionalnej kuchni kociewskiej.
- Nasze tradycyjne pożywienie było
bardzo skromne i dość monotonne. Na stołach codziennie gościł
chleb razowy zwany śrutowym, zacierka czyli rozcieńczona zupa
mleczna z kluseczkami z żytniej mąki. Popularne dania obiadowe to
zupa kartoflana „Zagraj", a na drugie danie ziemniaki z kapustą
lub kasza z grochem. Wieczorem znów zacierka i kraszone kartofle -
opowiada pani Krystyna.
To dzięki jej kulinarnemu zacięciu
udało się wpisać na prestiżową listę produktów tradycyjnych
prowadzoną przez Ministerstwo
Rolnictwa i Rozwoju Wsi dwie
regionalne potrawy - fefernuski i grochowinki. Co kryje się pod
tymi zagadkowymi określeniami?
Grochowinkami nazywa się tutaj
popularne w całej Polsce chruściki, faworki. Nazwa pochodzi od
kształtu ciastek, które przypominają dojrzałe, wyschnięte strąki
grochu lub fasoli. Członkinie KGW smażą grochowinki według
przepisu z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, zachowanego u
jednej z kobiet. Grochowinki gościły na stołach przede wszystkim w
długie zimowe wieczory, a szczególnie zajadano się nimi pod koniec
Karnawału, przed Wielkim Postem.
Maleńkie, słodkie pierniczki
obtoczone w lukrze, nieodzowne podczas świąt Bożego Narodzenia to
fefernuski kociewskie. Pani Krystyna stała się spadkobierczynią
oryginalnego przepisu pochodzącego z lat sześćdziesiątych XX
wieku za pośrednictwem swojej mamy. Receptura trafiła do ich domu
dzięki pani Walburgi Juraszewskiej, gospodyni księdza proboszcza.
Ciasto na fefernuski tutejsze gospodynie przygotowują już na
początku grudnia. Po upieczeniu fefernuski przypominają małe,
twarde kamyki. Przechowywane w szczelnych pojemnikach przechodzą
jednak cudowną metamorfozę, stają się kruche i aromatyczne.
Fefernuski kociewskie
1 ½ kg mąki
25 dag smalcu
½ kg miodu pszczelego
5 jaj
1 szklanka cukru
2 łyżeczki amoniaku
2 łyżeczki sody oczyszczonej
1 szklanka mleka
przyprawy : 2 łyżeczki cynamonu
2 łyżeczki goździków (mielonych)
2 łyżeczki gałki muszkatołowej (startej)
Cukier, miód, mleko i smalec roztopić i wlać do miski z mąką i przyprawami. Od razu mieszać drewnianą łyżką i stopniowo dodawać po jednym jajku. Na koniec dodać sodę i amoniak wymieszany w małej ilości wody. Dobrze wyrobić, przykryć i odstawić na kilka dni (nawet do dwóch tygodni) w chłodnym miejscu.
Porcjami wyjmować ciasto, formować wałeczek i kroić 2 cm kawałki ( jak małe kopytka). Układać na blachę posmarowaną tłuszczem i posypaną mąką.
Piec w temp. 180 stopni około 20 minut.
Przygotować rzadki lukier. Do lukru partiami wkładać wystudzone ciasteczka. Delikatnie wymieszać tak, aby całe pokryły się lukrem i szybko wyjąć, aby ociekły. Cienką warstwą rozłożyć na stole i co jakiś czas przewracać, aby równomiernie obsychały.
Gdy już będą bardzo suche włożyć do pojemników.
Gotowanie jest dla wielu członkiń KGW
pasją, dlatego nie dziwi, że startują w rozmaitych konkursach i
prezentacjach kulinarnych - „Nasze
kulinarne dziedzictwo", „Wielkanocna Baba", czy „Najlepszy
kuch kociewski", czyli drożdżówka. Ostatnio, podczas obchodów
Zielonych Świątek jurorzy postawili warunek, że kuch ma być
koloru zielonego. I tak powstał drożdżowy krokodyl.
Na lokalnych imprezach rekordy
popularności bije także „wyprodukowana" przez KGW, a
nawiązująca nazwą do ich miejscowości „herbatka szlachecka
Ligton", czyli mięta zapakowana we własnoręcznie wykonany
kartonik.
Szybko
stało się jasne, że brak osobowości prawnej wiąże im ręce, nie
pozwala na zdobywanie funduszy z zewnątrz. A pomysłów na projekty
miały mnóstwo. Dlatego wespół z innymi KGW z terenu gminy
powołały Gminny Związek Kółek i Organizacji Rolniczych, który
użyczał osobowości prawnej Kołom Gospodyń, zamierzającym
ubiegać się o dofinansowanie.
W
2006 roku pani Krystyna Gierszewska poszła jeszcze o krok dalej -
z jej inicjatywy powstało stowarzyszenie Kociewskie Forum Kobiet
zrzeszające kobiety z całego powiatu tczewskiego.
"Lignowianki" zaczęły realizować kolejne projekty, przede wszystkim z programu „Działaj Lokalnie". Jednym z pierwszych były letnie półkolonie pod hasłem „Poznajemy tradycyjne smaki Kociewia".
Dzieci w wieku 6-10 lat pod okiem
członkiń KGW poznawały tajniki regionalnej kuchni, samodzielnie
przygotowywały grochowinki, kuch, placki ziemniaczane i inne
potrawy. Ciasto na fefernuski, które przypomina plastelinę
posłużyło do utworzenia galerii piernikowych figurek.
Odbywały się konkursy, ogniska,
wycieczki do pelplińskiej piekarni, na zamek do Gniewu, a nawet
wizyta w rozgłośni radiowej połączona z nagraniem własnej
audycji.
W 2004 roku Koło Gospodyń
zainicjowało we wsi cykliczną imprezę „Marcinowe Obyczaje" poświęconą świętemu Marcinowi,
patronowi tutejszej parafii. Do współorganizacji zaprosiły m.in.
Zespół Szkół Katolickich w Tczewie, miejscową jednostkę OSP,
Radę Sołecką, przedszkole i szkołę podstawową.
Dzień poprzedzający imprezę
członkinie KGW spędzają co roku z wałkiem w ręku, pieką bowiem
około dwóch tysięcy rogalików zwanych „marcinkami".
Następnego dnia część rogali zostaje dostarczona konno przez
samego świętego Marcina, w którego rolę wciela się jeden z
tczewskich gimnazjalistów starszym i samotnym mieszkańcom Lignów.
Drugim punktem programu jest uroczysta msza święta, po której
liczni goście przenoszą się do świetlicy wiejskiej. Tam czeka już
na nich bogaty program artystyczny, konkursy, wystawy i ... rogale. Z
okazji „Marcinowych Obyczajów" odbywają się także warsztaty
kulinarne, na których młodzież uzbrojona w wałki próbuje swoich
sił w pieczeniu rogali. W 2008 roku święto powiązano z
odkrywaniem historii wsi, zbierano materiały archiwalne wśród
mieszkańców, szperano w książkach dostępnych w bibliotekach.
Dzięki wspólnej pracy powstał folder „Lignowy Szlacheckie
wczoraj i dziś".
Koło Gospodyń jest powiązane bogatą
siecią współpracy z lokalnymi instytucjami i grupami. Coroczny
wieczór „Zaduszki w poezji" organizują przy udziale miejscowej
szkoły, Dzień Matki z Komitetem Rodzicielskim, Dzień Dziecka i
dożynki wspólnie z Radą Sołecką.
Lignowskie Koło toczy się już szósty
rok i nabiera coraz większego rozpędu, mimo że droga bywa czasem
kręta i wyboista, ale tak jak nie można zatrzymać wartkiego
strumienia tak i roznieconej energii ludzkiej.
Tekst: Gosia Kowalska











