Kobiety na wsi.pl

kobieta z kogutem

Gdzie słyszysz śpiew – tam wchodź

Wieś Bratnik, koło Kamionki, koło Lubartowa, koło Lublina, koło Warszawy.... Bratnik, czyli wieś „koło” wielkiego świata, ale równocześnie z ludźmi żyjącymi w jego samym centrum. Bohaterką tego tekstu jest Ewa Kozdraj. Ewa – dziewczyna z wielkiego, zadymionego, fabrycznego miasta – Łodzi.

droga do BratnikaJest szary, smutny rok 1987. Jak sama podsumowuje tamtą Łódź? „Tramwaje pełne robotników jadących do pracy w fabryce". Ewa zdaje maturę. Są wakacje, razem ze swoim chłopakiem Tomkiem (aktualnym mężem) dowiadują się, że jest taki człowiek - Słoma - który buduje dom (na planie ośmiokąta), gdzieś pod Lublinem. Są potrzebne ręce do pracy... Gdy przyjechali i zobaczyli to, co się dzieje - zostali. Zostali głównie dla ludzi, dla atmosfery, jaka panowała w tym miejscu. Zupełne przeciwieństwo szarego miasta! Kolorowo, pięknie, ludzie z różnych krajów, atmosfera wolności... do tego przyroda - dzika, wspaniała, okolice Lasów Kozłowieckich...
Zostają urzeczeni, nie oni jedni... rzeczywistość każe zastanowić się z czego będą żyć? Nie są rolnikami.

Ekowioska

Ewa KozdrajJak żyć? Z czego? Jak się utrzymać? Nie byli rolnikami z „krwi i kości". Pochodzili z Łodzi, Warszawy, Szczecina...
Od początku zajęli się tworzeniem muzyki i wyrobem bębnów, ręcznie robionych instrumentów, z których słynie ta okolica. Potem był epizod z uprawą ziemi, ale praca na którą się zdecydowali to różnego typu rzemiosło. Ewa wychowując dzieci, musiała znaleźć dla siebie pracę, wykonywaną w domu - szyła patchworki i sprzedawała je do galerii w Dużym Mieście - Warszawie.
W 1995 roku wspólnie ze znajomymi powołuje do życia stowarzyszenie „Dla Ziemi". W 1998 roku stowarzyszenie wstępuje do GEN- Global Ecovillage Network, sieci powołanej w odpowiedzi na to, że kierunek migracji ludności się zmienia, że są ludzie, którzy chcą uciec z miast na wieś. Dziś to naturalne, modne... zbudować dom pod miastem, wtedy wszyscy pytali:„Dziewczyno, co ty zrobisz na gospodarstwie?".

Ewa KozdrajW niedługim czasie, dzięki projektowi stworzonemu przez Stowarzyszenie (Sieć Wiejskich Aktywnych Społeczności) powstała sieć przyjacielska i nawiązano kontakty z grupami żyjącymi podobnie do nich, m.in. z ludźmi z Wolimierza - Teatrem Klinika Lalek. Okazało się, że nie jest to coś niezwykłego, że pod Lublinem osiedlili się ludzie „ze świata". Pojawiło się zapotrzebowanie na taki styl życia. Dlaczego? Jak sama Ewa Kozdraj mówi: „Na wsi jest fajnie. Nie ma pośpiechu, w który wpadamy chcąc czy nie, żyjąc w mieście. I przede wszystkim to nie jest tylko styl życia, nie „stylizujemy się" na coś. My tak żyjemy."

Jedną z ważniejszych spraw często podkreślanych przez Ewę jest to, że wśród „przesiedleńców" udało się stworzyć więzi międzypokoleniowe. W dzisiejszych czasach ludzie żyją raczej w obrębie swojego pokolenia. Tymczasem w działaniach i imprezach organizowanych przez „Dla Ziemi" i ludzi z nimi związanymi uczestniczą wszyscy. A niektórzy mają już wnuki. Imprezy to wspólne granie, wspólna muzyka - jak w czasach przed telewizją. Mówi: „gdzie słyszysz śpiew - tam wchodź..."

Stowarzyszenie „Dla Ziemi"

Ewa założyła stowarzyszenie w 1995 roku. Początkowo celem była ekologiczna uprawa ziemi (mieli przez dwa lata atest Polskiego Towarzystwa Rolnictwa Ekologicznego). Członkiem wspierającym nowo powołanego stowarzyszenia, była fabryka Ursus. Otrzymali do testowania traktor! Uprawiali ziemię, mieli dostać pierwszy egzemplarz traktora na gaz, ale dostali zwykły, na ropę. Użytkowali go wspólnie przez 2,5 roku. Uprawa ziemi wymagała olbrzymich inwestycji oraz umiejętności, których nie posiadali, więc jak to Ewa określa „nie było nas stać na tak drogie hobby".

Dzień PokojuZajęli się tym, co umieli najlepiej, czyli edukacją artystyczną. Działania z dziećmi i z młodzieżą prowadzili w miarę jak dorastały ich własne dzieci. W kuchni Kozdrajów odbyło się kilka projektów skierowanych do dzieci z okolicznych wiosek. Przy kuchennym stole siedziało ich nawet kilkanaścioro. Projekty są związane ze sztuką np. filmowe, ale także astronomiczne. W szkole zorganizowali zajęcia wyrównawcze z fizyki i chemii.
W chwili obecnej drugie pokolenie, już urodzone na wsi, pracuje ze swoimi rodzicami i rówieśnikami w pobliskich ośrodkach dla uchodźców. Teraz to oni oddziałują na swoje otoczenie i to nie tylko to najbliższe z rodzinnej wsi. Także na rówieśników w mieście, przyjaciół ze studiów, realizują własne projekty.
Ewa Kozdraj podkreśla także bardzo dobry kontakt z mieszkańcami, tymi z dziada pradziada (i babki prababki). Otoczenie, w którym żyją jest pozytywnie do nich nastawione. W najbliższej okolicy jest Muzeum Zamojskich w Kozłowce przez które przewija się masa turystów, nie tylko z Polski, bardzo wiele osób z okolicy tam pracuje, spotyka różnorakich ludzi. Ma to niewątpliwie wpływ na otwartość miejscowych na innego człowieka.
Nicole Słomińskiej, sąsiadce i współpracowniczce Ewy udało się też znaleźć miejscowość partnerską dla ich gminy - Kamionki. To Gourin w Bretanii (Francja). Zapoczątkowane przez Stowarzyszenie kontakty, dziś rozwija szkoła i Urząd Gminy.
Stowarzyszenie i sama Ewa są teraz zaangażowani w prace z uchodźcami z ośrodka w pobliskim Leonowie. Poza tym promują rolnictwo ekologiczne i zrównoważony rozwój. Słoma i Nicole, ludzie od których wszystko się zaczęło, od dwóch lat organizują darmowy festiwal plenerowy „Dzień Pokoju". Dąbrówka, wieś sąsiadująca z Bratnikiem, staje się na moment „Europejską Prowincją Kultury".

droga do Bratnika

Jest to dwudniowe święto okolicy mające jednoczyć społeczność. Koncert, warsztaty, wspólne granie... Sąsiadka przygotowała pierogi a w trakcie imprezy zbierani byli chętni do pomocy gospodarstwu powodzian w gminie Wilków. Dzieci Ewy pomagają w organizacji jako wolontariusze. Impreza przyciąga nie tylko okolicznych mieszkańców ale także gości z całej Polski. Sąsiadki z okolicznych domów rozmawiają ze sobą, wokół biegają dzieci, nie do odróżnienia w swojej zabawie, czy z Dąbrówki i Bratnika, czy z Lublina i Warszawy...

Tekst: Justyna Choroś